Spod naszych domków w Zatwarnicy część Bieszczadów zwiedza się pieszo — opisaliśmy te miejsca w osobnym wpisie o sześciu miejscach w okolicy Zatwarnicy. Ten tekst jest o drugiej połowie: o tym, po co warto wsiąść w samochód i pojechać dalej, w promieniu godziny albo półtorej jazdy.
Bieszczady są rozległe i słabo skomunikowane. Prawie wszystko robi się tu jedną drogą, więc dzień planuje się nie po odległości, tylko po kierunku: albo na zachód, w stronę Cisnej, albo na południe, do Ustrzyk Górnych, albo na północ, nad Solinę.
Wielka Pętla Bieszczadzka
Najprostszy sposób, żeby zobaczyć dużo w jeden dzień. Pętla prowadzi przez Ustrzyki Dolne, Czarną, Ustrzyki Górne, Wetlinę, Cisną i wraca doliną Solinki i Sanu. Cała trasa to kilka godzin jazdy bez postojów — a postoje są tu sensem wyprawy, więc lepiej wybrać jej fragment, niż gnać dookoła.
Z Zatwarnicy najwygodniej wjeżdża się na pętlę od strony Dwernika. Jadąc w stronę Wetliny, mija się kolejne punkty widokowe na połoniny — warto zatrzymać się choć raz, bo z drogi widać stąd cały grzbiet.

Jezioro Solińskie i zapora w Solinie
Największy sztuczny zbiornik w Polsce i najbardziej oblegane miejsce w Bieszczadach. Po koronie zapory można przejść, a z Polańczyka i Soliny pływają statki spacerowe. Jest tu też to, czego w dolinie Sanu nie ma: wypożyczalnie sprzętu wodnego, promenada, lody na każdym rogu.
Nasza rada: jechać nad Solinę rano albo późnym popołudniem. W środku dnia w lipcu i sierpniu parkingi w Solinie potrafią być zapełnione, a na koronie zapory idzie się w tłumie. Polańczyk po drugiej stronie zatoki jest zwykle spokojniejszy.
Bieszczadzka Kolejka Leśna
Wąskotorówka z Majdanu koło Cisnej, pozostałość po kolejce, którą wywożono stąd drewno. Dziś wozi turystów wąską doliną, przez las, w tempie, w jakim nie da się jechać niczym innym. To najlepsza atrakcja w Bieszczadach dla dzieci i jedyna, przy której pogoda nie ma większego znaczenia.
Kolejka jeździ według sezonowego rozkładu i w szczycie sezonu bilety potrafią się kończyć, więc warto sprawdzić godziny i kupić je z wyprzedzeniem. Rozkład zmienia się co roku — najpewniej jest zajrzeć na stronę przewoźnika przed wyjazdem.
Ustrzyki Górne i najwyższe szczyty
Stąd wychodzi się na Tarnicę — najwyższy szczyt polskich Bieszczadów — i na Szeroki Wierch. To już wnętrze Bieszczadzkiego Parku Narodowego, więc obowiązuje bilet wstępu, kupowany przy wejściu na szlak, i zasada poruszania się wyłącznie po wyznaczonych ścieżkach.
Ustrzyki Górne to również punkt startowy dla większości wycieczek w najwyższą część pasma. Parking bywa pełny przed dziewiątą — kto chce mieć szczyt dla siebie, wyjeżdża z Zatwarnicy o świcie.

Drewniane cerkwie
Najbliższa i najcenniejsza jest cerkiew świętego Michała Archanioła w Smolniku nad Sanem z końca XVIII wieku, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO razem z innymi drewnianymi cerkwiami regionu karpackiego. Stoi samotnie na wzgórzu i już samo podejście do niej mówi o tej dolinie więcej niż tablica informacyjna.
Po drodze warto zatrzymać się też w Chmielu. O tym, skąd te cerkwie się tu wzięły i dlaczego stoją dziś wśród pustych łąk, piszemy w tekście o historii doliny Sanu.
Jak ułożyć z tego dzień
Nasza podpowiedź po latach mieszkania tutaj: jedna duża rzecz dziennie, nie trzy. Bieszczady męczą nie długością szlaków, tylko dojazdami — kręta droga i brak objazdów sprawiają, że każda zmiana planu kosztuje godzinę. Dzień na połoninie, dzień nad wodą, dzień na kolejkę i cerkwie to tydzień, z którego wraca się wypoczętym, a nie rozbitym.
Wieczorem i tak najlepsze jest to, co jest na miejscu: ognisko, cisza i brak sąsiadów w promieniu kilkuset metrów. Wszystkie nasze cztery domki mają osobny wjazd, taras i miejsce na ogień, a opał jest w cenie pobytu.